Będąc w domu na nic nie miał
ochoty. Ciągle myślał o niej, o Afrze. Postanowił po raz pierwszy od dawna udać
się do swojego przyjaciela Alexa. Gdyby nie ta dziewczyna nie zrobiłby tego.
Jadąc do niego strasznie dziwnie się czuł. Miał wrażenie, że coś się wydarzy. W
pewnym momencie niebo strasznie się zachmurzyło. Były dopiero popołudnie, a
wydawało się jakby był środek nocy. Aż tak ciemno zrobiło się od tych chmur.
Będąc
już przy domu Alexa zawahał się czy wyjść, czy zawrócić i pojechać do domu.
Chwilę tak się wahał, ale postanowił wyjść.
Podszedł i zadzwonił. Miał nadzieję, że nikt nie otworzy drzwi. Ale się
mylił. Otworzyła je jego mama. Była szczupła z długimi włosami, ma, których
było gdzieniegdzie widać siwe włosy. Miała zapadnięte policzki. Była uprzejmą i
miłą kobietą.
-Dzień dobry pani Smith. Czy zastałem
Alexa? – Zapytał niepewnym głosem. Przecież i tak wiedział, że Alex jest w
domu. Niebyło go w nim tylko wtedy, gdy był u Davida.
-Niestety go nie ma. Wyszedł kilka minut
temu, musieliście się minąć. – Odpowiedziała z uprzejmością kobieta.
-A wie pani może, kiedy wróci?
-Niestety nie. Ostatnio ciągle gdzieś
wychodzi i wraca dopiero późnym wieczorem.
-No nic. Do widzenia.
Pani Smith zamknęła drzwi. Było słychać
jak zamyka zamki. David zdziwił się, bo nigdy tego nie robiła. W dzień zawsze drzwi były otwarte. No cóż
widocznie kobieta boi się być sama w domu. Pomyślał David. Stał jeszcze
chwile na werandzie wpatrując się w drzwi.
W końcu odwrócił się i ruszył w stronę auta. Zawiał chłodny wiatr,
zrobiło mu się chłodno. Przyśpieszył kroku… lękał się… czuł, że ktoś na niego
spogląda. Myślał, że to mama Alexa stoi w oknie i patrzy, odwrócił się, ale
nikogo tam nie było. Wiatr znowu zawiał. Tym razem był dużo mocniejszy.
-Nareszcie jestem przy samochodzie-
zamruczał sam do siebie. Wsiadł do
niego, chciał odpalić, ale nic, znowu przekręcił kluczykami nadal nic. Wyszedł,
otworzył maskę, wydawało mu się, że jest wszystko w porządku. Części są na
swoich miejscach. Znowu wsiadł, przekręcił kluczyk, dalej nic – cholera, co się
dzieje z tym głupim samochodem – wkurzony znowu wyszedł na zewnątrz. Otworzył
maskę, wszystko jest na miejscu. Poczuł, że ktoś za nim stoi, włoski na karku
stanęły mu dęba. Bał się odwrócić. Po prostu się bał. Ale w końcu to zrobił.
Nikogo nie ujrzał. Zdziwił się. Przecież był pewny, że ktoś za nim stoi.
Odwrócił się, aby zamknąć maskę. Przestraszył się, odskoczył na metr. Zobaczył
zakapturzoną postać.
-Chyba cię nie przestraszyłam? – Odrzekł
cichy melodyjny głos. Postać w tym momencie zdjęła kaptur. Ujrzał ją.
Dziewczynę, o której myślał całe popołudnie.
-Nie przestraszyłaś mnie, tylko… -
przerwała mu
-Hehe właśnie widzę, jaki byłeś przestraszony,
gdy mnie zobaczyłeś. Nie bój się ja nie jem, tylko gryzę – w tym momencie
pojawiły się długie śnieżno białe kły.
David
chciał uciekać. Nawet nie zdążył biec a już Afra go złapała. Chciał się jej wyrwać, ale nie pomagało.
Wbiła zęby w jego opaloną szyję. Bał się, czuł ból nie do wytrzymania. Czuł się
coraz bardziej senny. Myślał, że zaśnie, zaśnie na wieki. Nagle ból miną.
Usłyszał w myślach głos: Nic nie pamiętasz,
co ci się stało, nikt ciebie nie ugryzł, jestem nadal siedemnastoletnią
dziewczyną, a ty zwykłym chłopakiem. Czuj się jakby to się nie wydarzyło, teraz
jedź do domu. Otworzył oczy, ale jej już nie było. Spojrzał w niebo,
zaczynało się rozjaśniać. Wsiadł do samochodu i udał się w kierunku domu.
Będąc
w domu David wziął długi i gorący prysznic. Po czym spojrzał w lustro i się
przyglądał swojemu odbiciu. Stał tak chwilę i jego wzrok przyciągnęły dwie małe
ranki na szyi. Dotkną ich i go zabolało w tym miejscu. Za wszelką cenę próbował
sobie przypomnieć skąd je ma. Chciał również sobie przypomnieć, po co jeździł
na przedmieścia Kamajdy, ale to też mu nie wychodziło. Dał sobie z tym spokój i
udał się prosto do swojego pokoju. Tam położył się i nawet nie zorientował się,
kiedy zasną.
Następnego
ranka wstał wypoczęty i czuł się nowonarodzonym człowiekiem. Z wielką chęcią
udał się do szkoły. Chciał ujrzeć Afrę po raz trzeci w życiu, choć według niego
będzie to drugi raz. Jak każdego ranka wysiadł ze swojego samochodu. Ale ten
ranek nie był taki jak inne. Nie obchodziło go czy inni na niego spoglądają,
czy podchodzą do niego, aby się z nim przewiać. Olał wszystkich i poszedł przed
siebie do głównego wejścia. W szkole zobaczył ją, stała przy swojej szafce. Tym
razem była ubrana cała na czarno. Czarny T-shirt i czarna króciutka spódniczka.
Podszedł do niej.
-Cześć Afra. Ślicznie dzisiaj wyglądasz –
mówiąc to uśmiechną się do niej.
-O witaj – Mówiąc to odwzajemniła mu
uśmiech.
-Chciałbym się ciebie zapiać czy dałabyś
się wyciągnąć dzisiaj wieczorem do kina. Ty wybierasz film.
-Nie dzięki. Czasu nie mam.
-A to może innym razem. Np. juto,
pojutrze, kiedy ci będzie odpowiadało?
-Wybacz, ale nie jestem zainteresowana –
Powiedziała to i odwróciła się na pięcie i poszła w stronę damskiej łazienki
Davidowi
znikła radość z twarzy. Do końca dnia chodził smutny i przygnębiony. Dopiero po
lekcjach miał ochotę pogadać z Alexem.
-Cześć stary. Byłeś wczoraj u mnie, mama
mi mówiła, chciałeś coś? – Zapytał Alex
-Yyyy…Byłem u ciebie? - Odpowiedział jakby nie wiedział, o co
biega.
-No tak byłeś. Nic nie pamiętasz?
-Ja w ogóle nic nie pamiętam z
wczorajszego popołudnia. Czuję się jakby mi się film urwał.
-Hm… dziwne. A tak w ogóle, dlaczego
dzisiaj cały dzień chodziłeś przygnębiony?
-No wiesz… Afra, podoba mi się, niezła z
niej sztuka. Muszę ja zdobyć za wszelką cenę. Ale jest jeden problem… - w tym
momencie zawahał się. – Problemem jest to, że ona ma mnie gdzieś, dała mi kosza
mówiąc, że nie jest zainteresowana spotkaniem ze mną. Co ze mną jest nie tak?
Każda dziewczyna w szkole chce ze mną być, a ona raptem nie? Przecież dobrze
wiem, że podobam się wszystkim, no dobra teraz prawie wszystkim dziewczynom.
Czy naprawdę coś się ze mną dzieje?
-Stary widocznie nie jesteś w jej typie.
Chyba, nie leci na kasę jak inne
lalunie.
-Ej czy wy przypadkiem mnie nie
obgadowujecie – Afra podeszła do nich troszkę wkurzona.
-Nie no skąd, nie obgadujemy cię, mówimy
o takiej jednej znajomej Alexa – David z kłamał. Nie chciał tego, ale musiał wybrnąć
jakoś z tej sytuacji.
-Chłopcy jesteście tego pewni?
-Tak, przyrzekamy ci. –Odpowiedzieli prawie
równocześnie.
-Oj… oj cos wam nie wierzę, jakbyście chcieli
wszystko słyszałam.
-Jak mogłaś słyszeć skoro byłaś na
drugim końcu korytarza? – Zapytał zdziwiony Alex
-Ja? Chyba mnie z kimś pomyliliście,
ciągle stałam niedaleko was. A za to kłamstewko, że to niby nie o nie gadaliście
gorzko pożałujecie. –Zagroziła im.
-Niby, co nam możesz zrobić? Nas jest
dwóch, a ty jedna, a poza tym jesteśmy chłopakami – Odrzekł David.
-Haha. Myślicie, że was się boję. To
raczej wy powinniście bać się mnie.
-Czy ty nam grozisz? –Odcharkną Alex
-Zobaczycie. Gorzko pożałujecie tych
słów. Jeszcze w tym tygodniu coś wam się stanie. Uwierzcie mi, uważajcie, a
może…
-Co może – Zaśmiał się David. I
popatrzył na Alexa, który zrobił to samo. Chcieli popatrzeć na Afrę, ale jej
już nie było.
Bardzo pomysłowe. Podziwiam <3
OdpowiedzUsuńZapraszam na www.idealny-swiat-nadine.blogspot.com
oj :( piękne opowiadanie chcę część dalszą
OdpowiedzUsuńChcę więcej :)
OdpowiedzUsuń